Szlachetna prostota

Joanna Kos-Krauze oraz Krzysztof Krauze realizują pełnometrażowy film fabularny pt. „Papusza”. Opowie on opartą na faktach historię Bronisławy Wajs-Papuszy – pierwszej cygańskiej poetki w Polsce, której twórczość wzbudziła ogromne zainteresowanie wielkich postaci polskiej literatury – m.in. Juliana Tuwima i Jerzego Ficowskiego. W opowieści o poetce twórcy chcą skupić się nie tylko na jej twórczości, ale również na dramatycznym losie znaczonym przez walkę pomiędzy własnym indywidualizmem a rolą społeczną narzuconą przez romską kulturę. Premiera „Papuszy” planowana jest na rok 2013. Zapraszamy do lektury wywiadu z Krzysztofem Ptakiem i Wojciechem Staroniem, autorami zdjęć do filmu. 

Współpracowaliście wcześniej przy realizacji filmu „Mój Nikifor” Krzysztofa Krauze. Jak zostaliście zaangażowani do filmu o Bronisławie Wajs?

W.S.: Moja znajomość z Krzysiem Krauze i Joanną Kos-Krauze zaczęła się jeszcze przed zdjęciami do „Mojego Nikifora”. Planowaliśmy zrobić wspólnie film, który ostatecznie powstał dopiero później – „Plac Zbawiciela”. Podczas przygotowań do „Placu Zbawiciela” wznowiona została produkcja „Mojego Nikifora”, która wcześniej została na jakiś czas zawieszona. Pierwszym autorem zdjęć do tego filmu od dawna miał być Krzysztof Ptak, więc mnie zaproponowano udział jako operatorowi drugiej ekipy i fotosiście. Czasem to była druga kamera w tych samych scenach, co pierwsza, a czasem niezależna druga ekipa. Tam właśnie się poznaliśmy i spędziliśmy razem bardzo dużo czasu. Polubiliśmy się i zobaczyliśmy, że myślimy podobnie, mamy dobre porozumienie. Krauzowie przygotowywali „Papuszę” od wielu lat.

K.P.: Tak, projekt „Papuszy” został wymyślony ładne kilka lat temu, miał być robiony wcześniej, ale to się przesuwało –  szukanie budżetu, producenta. Od dłuższego czasu byłem w to zaangażowany. Scenariusz mnie zafascynował. Jeszcze wcześniej mieliśmy robić film „Ptaki śpiewają w Kigali”, który w końcu nie doszedł do skutku. Ostatecznie powrócił projekt „Papuszy” i Krzysio Krauze z Joasią zaproponowali, abyśmy pracowali z Wojtkiem we dwójkę. Przy „Moim Nikiforze” pracowało się nam bardzo dobrze, więc to wszystko wyszło prawie automatycznie.

W.S.: Wydaje mi się, że zamierzeniem reżyserów było to, aby łącząc pracę moją i Krzysztofa, zestawić ze sobą dwie wizje – z jednej strony kreacyjną, silnie estetyczną, a z drugiej bardziej dokumentalną. Oczywiście, pojęcie „dokumentalny” jest nieprecyzyjne, mam na myśli pewien styl patrzenia, w końcu obaj mamy korzenie dokumentalne.

 

strong>W jaki sposób przełożyło się to na podział obowiązków między wami i pracę na planie?

K.P.: Ja zajmuję się przede wszystkim światłem. Wojtek robi zdjęcia z drugą ekipą i jest operatorem kamery. Pracujemy jako równorzędni partnerzy.

W.S.: Mamy podobny wpływ na decyzje, wybór pewnej estetyki, ustawianie kamery. Podczas pierwszego okresu zdjęciowego w lutym ten układ się dopracował. Tak jak mówi Krzysztof – on zajmował się światłem, ja szukałem odpowiedniego miejsca dla ustawienia kamery. Szukałem nietypowych ustawień, czasami po prostu umieszczaliśmy dwie kamery w różnych miejscach. Osobiście lubię być za kamerą. Wtedy czerpię energię z bliska, bezpośrednio od aktorów i z miejsca, które filmuję. Dzięki temu na planie jestem cały czas blisko aktorów, obserwuję wszystko, co dzieje się poza kadrem. Reżyserzy oraz Krzysio siedzą w namiocie i widzą obrazek, który podsuwa im kamera, kontrolują całość, panują nad „polem bitwy”, ale niekiedy umykają im pewne rzeczy, które dzieją się gdzieś z boku lub takie, na które można spojrzeć inaczej. Jestem człowiekiem na pierwszej linii, który ma na to reagować. Ten sposób pracy miałem na myśli, mówiąc o dokumentalnym stylu patrzenia.

K.P.: Film w dużej mierze składa się z ujęć statycznych. Założyliśmy sobie, że kamera jest przybita i nie reaguje, jest obojętna – pozwala aktorom wyjść z kadru, a potem wrócić. W pewnych częściach filmu będzie w ruchu, nadając im znaczenia.

W.S.: Poza tym zrezygnowaliśmy z bardzo bliskich planów, nie ma zbliżeń, rzadko są półzbliżenia. Posługujemy się szerokimi planami aktorskimi. Moja pozycja na pierwszej linii za kamerą ma dać pewność, że nic nam nie ucieka. Zarówno wśród Cyganów (w większości naturszczyków), jak i aktorów. Między ujęciami, na boku, w drugim czy trzecim planie zawsze dzieją się ciekawe rzeczy i ja mam to wychwycić.

K.P.: Współpraca układa się nam bardzo dobrze, doskonale dogadujemy się między sobą a także z reżyserami. Jesteśmy już świetnie zgrani.

[…]

rozmawiał Maciej Wernio

 

Całą rozmowę będzie można przeczytać w numerze 2(10)/2012 Magazynu FilmPRO, który ukaże się pod koniec czerwca 2012 roku.

Szlachetna prostota

Strony www

Brak stron www

W Akademii

Brak artykułów w Akademii